seniorzy
Dzisiaj jest, 28 października 2020
Warszawawww.booked.net
-7°C
Śnieg
A
A
A
close
Turystyka
Turystyka
Powrót
27.03.2020 / Turystyka
Korea Południowa 한국 – Moja pasja - Część II

Zgodnie z obietnicą opiszę Wam drugą podróż do Korei Południowej. Będzie w niej dużo więcej ciekawostek z ich życia a także wiele komicznych sytuacji z jakimi przyszło mi się zmierzyć podczas tej podróży. 

 

Ale od początku. 

Poznałyśmy dziewczynę - Koreankę - poprzez Global Host, który umożliwia przyjęcie do swojego domu wolontariusza. Jedynie należy udostępnić im lokum-nocleg. Większość ludzi sądzi, że z tego coś mam, oczywiście chodzi im o kwestie finansowe. Jasne, że nie. Pozwala mi na coś lepszego, a mianowicie poznanie tylu fantastycznych osób, ich kultury, a przede wszystkim możliwość szlifowania języka angielskiego. Spędziła u nas kilka tygodni i zaprzyjaźniłyśmy się. Powiedziałyśmy jej o naszej (mojej i mojej siostry) wspólnej wyprawie do Korei i ku naszemu zaskoczeniu zaprosiła nas do siebie, więc praktycznie tydzień spędziłyśmy u niej i tydzień w hotelu. 

 

 

Jednak zanim opowiem o naszych przygodach może najpierw pokuszę się na porównanie wycieczki na „własną rękę”, z tą z biurem. Po pierwsze i chyba dla mnie najważniejsze, krótko ujmując, rządzę swoim czasem. To ja ustalam kiedy chce opuścić hotel, kiedy do niego wrócić i jakie zabytki zwiedzać. Oczywiście, że wiąże się to z większym zaangażowaniem i trudnościami

 ale nie jest to takie trudne jak się wydaje. Plusem wycieczki zorganizowanej jest to, że nie musimy się martwić gdzie zjemy, jak tam dotrzemy, czy trafimy i tym podobne, ale chyba to właśnie w wycieczce we własnym zakresie jest najbardziej wciągające - nigdy nie wiesz co cię czeka po drodze. Tak oczywiście możesz się zgubić, ale koniec języka za przewodnika. Miałyśmy taką sytuację gdy dziewczyna, sama podeszła do nas, oferując nam swoją pomoc. A znowu z inną szukałyśmy odpowiedniego przystanku autobusowego przez 30 minut. Trochę stresu, trochę śmiechu, ale jest co wspominać.
 
Tak przy okazji Koreańczycy znają angielski, lecz z racji ich akcentu boją się mówić w tym języku. Jeżeli zaczepimy kogoś w miejscu publicznym i zapytamy go o drogę po angielsku, to chociaż będzie rozumiał co do niego mówimy może udać, że nie słyszy albo zakłopotany -  zacznie odpowiadać nam w języku koreańskim. Nie chodzi tu o brak chęci pomocy tylko wynika to z perfekcjonizmu. Według Koreańczyka jeśli nie jesteś w czymś dobry, jak w tym przypadku nie mówisz płynnie po angielsku to lepiej się nie odzywaj. Jednak nie można wszystkich wrzucić do jednego worka, kilka razy zadawałyśmy pytania po angielsku i niektórzy naprawdę starali się nam odpowiedzieć, więc sądzę, że po części zależy to też od charakteru danej osoby. 

 

Kolejnym plusem jest wybór jedzenia. Nie mówię, że w organizowanej wycieczce miałam jakieś niedobre doświadczenia w tej materii. Wręcz przeciwnie - próbowałam wszystko to co chciałam spróbować. Bardziej chodzi mi tu o wybór miejsca tego posiłku. Knajpek z jedzeniem jest wiele, naprawdę wiele. Można w każdy dzień spróbować czegoś innego, droższego czy tańszego, ale ubaw jest niesamowity kiedy zamawiasz coś nie wiedząc do końca co zamawiasz. 

 

I to dobry moment aby na chwilę odpocząć i opowiedzieć o jednej z naszych kilku posiłkowych przygód. Wybrałyśmy się do alejki, którą pamiętałam poprzedniej wycieczki. Zapamiętałam ją jako pełną ludzi, kolorową a w powietrzu unosił się smaczny zapach potraw. Tak to zapamiętałam, a to co zastałyśmy wyglądało mniej więcej tak: zero ludzi, dwa bary otwarte czasami mijający nas pijani mężczyźni. Wszędzie cicho i ciemno. Moja siostra spojrzała na mnie z lekką obawą pytając czy, aby na pewno jesteśmy w dobrym miejscu. Jak się później okazało, większość knajpek była pozamykana, bo trafiłyśmy na jakieś święto. Nie jestem pewna, czy związane z Buddą czy czymś innym, w każdym bądź razie wszystko było praktycznie pozamykane. 

 

Wracając do wspomnianych posiłku, na jednym z barów wisiały zdjęcia niektórych potraw, więc kierując się “obrazkami”, zamówiłyśmy dwie z nich. Myślałam, że w mojej oprócz makaronu i warzyw znajduje się także kurczak. Bardziej mylić się nie mogłam. Kiedy wzięłam jeden kęs do ust okazało się, że było smaczne, ale trochę za bardzo gumowate jak na kurczaka. Biorąc kolejny kawałek przyglądnęłam mu się bliżej i wiedziałam już co jem. To był ślimak. Moja siostra wcale lepiej nie wybrała. Nie zrozumcie mnie źle, ale nasza kuchnia jest trochę inna i pomimo tego, że te dania nie były złe, nawet ten ślimak był dobry, nasza psychika zadziałała jadłyśmy to na siłę. Zresztą nie chciałyśmy zrobić przykrości Ajummie (Ajumma – jest to pełne szacunku słowo, które określa w średnim wieku kobietę - przyp. redakcji), która nas bardzo miło przyjęła. Pomimo wydania sporej sumy pieniędzy na coś czego praktycznie nie zjadłyśmy dobry humor nas nie opuszczał i śmiałyśmy się z tego cały wieczór. 

 

 W tym miejscu pozwolę sobie dodać kilka słów na temat religii w Korei. Co ciekawe prawie prawie połowa Koreańczyków deklaruje ateizm. Według statystyk około 1/3 Koreańczyków jest buddystami, następne miejsce zajmuje chrześcijaństwo, które z każdym rokiem na coraz więcej wyznawców. Reszta natomiast określa siebie jako wyznawców konfucjanizmu oraz szamanizmu.

 

Jeśli miałabym opisać jakąś śmieszną przygodę w trakcie naszego pierwszego wypadu na miasto, to powinnam opisać naszą eskapadę zaraz po przyjeździe do domu Seoung Min. Okazało się, że jest na uniwersytecie i postanowiłyśmy do niej pojechać. Wspomnę tylko, że oprócz kart do autobusu, źle działającej nawigacji oraz do połowy rozładowanej baterii w moim telefonie nie miałyśmy zielonego pojęcia dokąd jedziemy. Siedząc już w autobusie, ja panicznie szukałam w nawigacji gdzie jesteśmy i gdzie mamy wysiąść, a moja siostra cieszyła się podróżą i niczym się nie przejmowała. To właśnie podstawowa różnica między nami, że ona nigdy nie przejmowała się, widząc wszędzie pozytywy i dobrą zabawę. Ja wolałam mieć wszystko przygotowane i dopracowane, zwłaszcza, że w trakcie tej wycieczki to ja byłam przewodnikiem. Udało nam się wysiąść na odpowiednim przystanku, ale nie wiedziałyśmy gdzie iść dalej. Tak przy okazji, jeżeli będziecie w Korei - polecam ściągnąć sobie aplikację Naver Map - jest naprawdę świetna. Pokazuje trasę, w który autobus mamy wsiąść i na którym wysiąść. Jednak akurat w tym dniu jeszcze tej aplikacji nie miałam. Stwierdziłyśmy, że nie dotrzemy na Uniwersytet więc, postanowiłyśmy wrócić do domu. I właśnie tu zaczęły się prawdziwe schody. Na przeciwko przystanku, na którym wysiadłyśmy, gdzie jak logika nakazuje powinien być powrotny autobus do domu, ku naszemu zaskoczeniu - nie było go tam. Moja siostra rozbawiona całą sytuacją, stwierdziła, że przejdziemy się tą ulicą. Zachowywałam kamienną twarz, ale czułam zimny pot spływający mi po plecach. Oczywiście starałam się tego nie okazywać. Dla relaksu zajadałyśmy się napotkanym street food.  To właśnie tu z jedną we wspomnianych wcześniej Koreanek szukałyśmy odpowiedniego przystanku przez 30 minut. W końcu po wielu próbach i pomocy naszej nowej koleżanki, udało nam się dotrzeć na odpowiedni przystanek. Odetchnęłyśmy z ulgą kiedy na horyzoncie zobaczyłyśmy znajomy dom.

 

Wieczorem wybrałyśmy się na kolację. Mama Seoung Min ( nazywałyśmy ją Unni – określenie na starszą siostrę używane jedynie przez kobiety) zabrała nas do restauracji z wbudowanym grillem.  Każdy kto interesuje się koreańskimi produkcjami, marzy aby chociaż raz zjeść w takiej restauracji mięso przysmażone na grillu wbudowanym w stół, z butelką soju obok i górą przystawek. 

 

Po obfitej kolacji udałyśmy się do N-Tower zwana też Namsan Tower.  Na pewno kojarzycie tą nazwę z pierwszego artykułu. Ponownie odwiedziłyśmy to miejsce, tylko teraz wyglądało to trochę inaczej niż na wycieczce zorganizowanej. Miałyśmy więcej czasu i zamiast iść pieszo wjechałyśmy na górę kolejką, która jest dodatkową atrakcją tego miejsca. Kolejka Namsan Cable Car, czynna jest między 10:00-23:00. 

Tak dla przypomnienia - Wieża N-Tower mierzy 236m, skąd rozpościera się panorama całego miasta. Jedynym minusem może być zbyt duża liczba turystów, jednak nie warto się zniechęcać, ponieważ widok z wieży na Seoul nocą jest przepiękny. 

 

Jedną z najbardziej niezapomnianych przygód podczas tej wycieczki była wyprawa do sauny. Koreańczycy bardzo często z nich korzystają. Teraz wiem dlaczego. Nie tylko chodzi o relax, ale także o nawilżenie skóry i dbanie o jej zdrowy i piękny wygląd. Gdy zaczęłyśmy się dopytywać więcej o saunę, dowiedziałyśmy się ciekawych rzeczy jak choćby takich, że oprócz tego co pokazują w k-dramach, sauna nie kończy się na pidżamach i ręcznikach na głowie, czy kociołku lub lodowej saunie. Koreańska sauna to “instytucja” sama w sobie. Można skorzystać z wielu zabiegów pielęgnacyjnych (często jednak osobno płatnych), basenów o różnych temperaturach wody (również z dodatkami ziół), zrelaksować się na leżaczku przy telewizorze i dodatkowo coś przekąsić np. niewielki posiłek składający się z gotowych zupek koreańskich i ugotowanych na twardo jaj.  Ale warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Wspólna jest tylko część z głównym wejściem - później pomieszczenia dzielone są na męskie i kobiece. Swoje ubrania chowa się do szafek i dalej paraduje się już nago. 

My udałyśmy się do gorącej sauny z basenem pośrodku. Po lewej stronie znajdowały się miejsca do  masażu i peelingu, oraz ciąg miejsc z lustrami oraz plastikowymi krzesełkami przed każdym z nich. Wybrałyśmy ten dział nieco w głębi pomieszczenia. Myślałam, że będę czuć się bardziej nieswojo przechadzając się “w stroju Ewy”, jednak każda z nas była tam nago, więc może to dodawało mi odwagi, że nie jestem sama. Kiedy usiadłyśmy przy wspomnianych lustrach zabrałyśmy się za mycie. Zanim weszłyśmy do basenu musiałyśmy się dokładnie umyć, takie są wymogi. W następnej kolejności udałyśmy się do basenu a potem do sauny. Kiedy z niej wyszłyśmy pierwszą rzeczą jaką zrobiłyśmy był peeling i tu zaczęło być jeszcze bardziej zabawnie gdzie siedząc koło siebie każda robiła sobie peeling, gdzie Unni pokazywała nam jak to się powinno dokładnie robić.  Razem z siostrą naciskałyśmy za mocno, co powodowało pieczenie, ale na pewnie nie pomagało w ściągnięciu prawidłowo naskórka. Unni nawilżyła taką specjalną ścierkę (ja to nazywam ścierką, nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa, ale przypomina dostępne u nas ręczniczki do masażu, peelingu z których jedna strona ma drobną, a z drugiej grubszą strukturę). W każdym razie powinno się ją delikatnie nawilżyć można dodać odrobinkę mydła i delikatnie pocierać skórę. Po chwili będziemy mieć całą rękę pokrytą malutkimi płatkami brudu. Każdy z nas w domu robi sobie peelingi i oczyszcza skórę, ale do tej pory robiłam to źle, różnice poczułam dopiero po tym peelingu. Pomimo skrępowania miałyśmy ubaw. Kiedy już się wyszorowałyśmy, wypeelingowałyśmy i ponownie umyłyśmy muszę przyznać, że chyba pierwszy raz w życiu poczułam się umyta ;D Może to brzmi komicznie, ale naprawdę miałam takie odczucia. Moja skóra przez parę dni była gładka jak skóra niemowlęcia, delikatna i miękka w dotyku - możecie mi wierzyć lub spróbować. Teraz wiem, czemu Koreanki mają taką gładką skórę. 

(wybaczcie ale zdjęć z sauny nie będzie ;) )

 

Jest jeszcze jedna rzecz, która może być ciekawa dla “zachodniego” turysty. Zgodnie z zasadami naszego savoir-vivre, nie należy zdejmować butów wchodząc do czyjegoś domu. W Polsce zdarza się nam dość często łamać tą zasadę, co oczywiście spotyka się z krytyką specjalistów od etykiety, ale w krajach azjatyckich a zdecydowanie tak jest w Korei, możemy poczuć się prawie jak w domu - tam NALEŻY zdejmować obuwie. Możemy się z tym spotkać nawet w hotelu. Zwykle jest to specjalnie oddzielone miejsce, najczęściej schodkiem, przed którym pozostawia się obuwie “zewnętrzne” i ubiera przygotowane “kapcie”. Dopiero wtedy można wejść do części użytkowej.

 

Nasza Unni zrobiła nam niespodziankę i zabrała nas do jednego ze sławniejszych budynków w Korei – Lottle World Tower - wieżowiec w Seulu, w Korei Południowej o wysokości 555 m. Został otwarty 3 kwietnia 2017 i jest najwyższym budynkiem w kraju i 5 najwyższym budynkiem na świecie. Nie wiem dokładnie na którym piętrze byliśmy - 118 chyba - gdzie znajdowała się oszklona podłoga mająca swoją nazwę - Seoul Sky, po której można spacerować jednocześnie podziwiając rozpościerające się pod naszymi stopami widoki na miasto. Jednak nie wszyscy byli tak odważni by tam wkroczyć, ja sama miałam obiekcje kiedy to zobaczyłam. Wahałam się chwilę czy wejść i zrobić sobie zdjęcie. Nawet ręce mi się zaczęły pocić ze stresu. W końcu podjęłam “męską”decyzję i WKROOOCZYŁAM mając nogi jak z waty, a serce tuż przy gardle. Po głowie ciągle kołatała ta myśl, że jakby ta szyba pękła to nie ma szans na ratunek. I... zdecydowanie nie żałuję, że pokonałam wszystkie ogarniające lęki, ponieważ widok i samo przeżycie były niesamowite.

 

Podsumowując nasze spotkania z Koreą, czy wybierzemy wycieczkę zorganizowaną czy na własną rękę, każdy wybór będzie dobry. To zależy od tego czego tak naprawdę sami oczekujemy. Jak wspomniałam wcześniej w wycieczce zorganizowanej nie trzeba się o nic martwić. Można psychicznie odpocząć i jeśli ktoś nie lubi bawić się w sprawy organizacyjne to na pewno ten wybór będzie dla niego lepszy. Ja osobiście odkąd spróbowałam i mam porównanie między obiema wycieczkami stanowczo wolę wycieczkę na własną rękę. Jest wiele przygód, których nie przeżyjemy podczas wycieczki z biurem, nie skosztujemy „niejadalnych” potraw, nie poznamy tak naprawdę ich prawdziwego życia, bo żeby je poznać musimy zejść z wyznaczonych turystycznych szlaków i udać się w miejsca w których poruszają się jedynie Koreańczycy. Możemy z nimi porozmawiać, pośmiać się czy przeżyć inne ciekawe historie. Wystarczy, że mamy sprawny telefon, dobrą aplikację, dużo chęci i pozytywnej energii i możemy ruszać w świat.

 

I tak powolutku żegnamy się z Koreą - przynajmniej na jakiś czas ;) 

Możecie spodziewać się, że będziemy przemycać różne ciekawostki zarówno dotyczące “kuchni” jak i dbania o urodę. Kto wie, gdzie nas jeszcze nogi poniosą :)

 

Monika Tyczyńska

 

obraz wiodący: fot. Anna Skoczylas

pozostałe fotografie: Monika Tyczyńska

 

Top

Strona korzysta z plików "cookie" w celu realizacji usług zgodnie z Regulaminem. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu mechanizmu cookie w Twojej przeglądarce.

Akceptuję